(Tetryk Starszy)

WYRYPA

Opowieść naszą rozpocznijmy od rozmowy Leśnego z Estetą.

Patrzył Leśny w oczy siedzącego przed nim mężczyzny i spojrzenia oderwać nie mógł. Oczy niespełna pięćdziesięcioletniego młodzieńca były czyste... I nawet śladu spożycia czy użycia nie mógł Leśny w nich odnaleźć. Patrzył z upodobaniem... Bo też ujmująca i zadbana była postać jego rozmówcy.

– Esteto... – zagadnął Leśny – jaki chciałbyś prezent?

– Co ty, co ty... – zaniepokoił się młodzieniec – Za co?! Przecież nic nie zrobiłem!

Chwilę jednak myślał, aż lekko zawstydzony spytał:

– Znów coś przeskrobałem, o czym nie wiem?

– Za co?...– powtórzył Leśny, patrząc łagodnie. Pięknie wygolona twarz Estety pobladła.

– A kto to sprząta – ciągnął Leśny – pomaga, zbiera śmieci ze szlaków, w naszym ulubionym parku? – A?!

Zląkł się jakby Esteta, ale i zaperzył:

– A co, a co, nie wolno?! – i aż wstrząsnął starannie zaczesanymi włosami.

– Wolno, wolno... – uspokajał Leśny, ale i nie ustępował:

– No, to jaki chcesz prezent?!?

– Prezent, prezent...– zaczął przedrzeźniać Esteta – za co zaraz prezent?!

– Nie tylko ja... – poskarżył się. – Inni też zbierają!

Przymknął oczy Leśny, jakby miodu posmakował.

– A które? – podchwycił. – Któren jeden? – spytał niby od niechcenia.

Kręcić się począł i poczerwieniał Esteta, żeby tylko sobie przypomnieć...

– Janek!!– wypalił – Ten zbiera... A jeszcze innych podmawia.

I aż zakrył usta, że się tak wygadał.

– Janek, mówisz...– łagodne spojrzenie Leśnego powędrowało rozmarzone gdzieś hen...

– To może jemu jakieś fajki by się zdali?...– spytał.

– Nie pali! – zaprotestował Esteta.

– A, to można by jemu i flaszkę postawić?...

– Nie pije!!

Stropił się Leśny, zasępił, bo nieba przychylić był gotów;

– To, jak ma być? – spytał jakby sam siebie.– Święty jaki, czy inne licho?! Toż taki i rezerwat pewno z dala omija!?

– Że o ścisłym nie spomnę...

Gdyby taka rozmowa w ogóle się odbyła, zdziwienie Leśnego pewnie rosłoby dalej, bo Esteta, wypaplał Jankowi wszystko to, co – jak się zdawało – usłyszał!

Jak było, tak było... Jednak, gdyby było, wyszłoby na to, że Janek śmiecie zbiera... a zgrzeszyć nie umie! Weźcie i nadepnijcie komu na ambicję, a zdziwić się możecie. Dość, że Janek zaczął kombinować, jakiej tu niepoprawności mógłby się dopuścić...

Tak oto, niby przypadkiem, zaczął majstrować jakby tu cofnąć czas...

Co prawda wszyscy wiemy, że wiek już XXI i epoka zdobywców dawno minęła... ale gdyby uwierzyć wpierw Estecie, a później Jankowi, nasza opowieść potoczy się dalej:

Jakim cudem ten Janek namówił Renię i Estetę (Renia, wprost odmówić nie miała sumienia), a następnie wywiózł (z użyciem transportera lodów i śmieciarki) w nieznane, tego nie wiemy...

Wiemy tyle, że NIEZNANE otoczyło, okrążyło ich... a czas jakby stracił orientację. Zewsząd zamknął drogę bezkres łanów kosodrzewiny, potoki zostały przedzielone przez porochy i wodospady... a teraźniejszość stanęła pod znakiem zapytania. Ślady (różnej świeżości), pozostawione przez kudłatego władcę doliny, upewniły ich, że żarty się skończyły...

"Jak nie uwierzysz, to nie zobaczysz!" powtarzali sobie uporczywie, próbując ani ciut nie uwierzyć.

Słońce prażyło, wyciskając z nich ostatnie soki, olejki eteryczne dusiły i otumaniały, ale przedzierali się, parli nieustępliwie naprzód.

Nagle, już w piątej godzinie marszu COŚ dokumentnie zagrodziło im drogę!

Niby strażnica! Spiętrzyły się nad nimi niebotyczne spaszty...

Patrzyli tylko i sapali, porozumiewawczo. Wypełniło ich niedowierzanie i przestrach, stanęli oto bowiem oko w oko z niezdobytym urwiskiem.

Nie była to wprawdzie może szklana góra, a i wymiary jej nie powalały (ok. 1 ar ziemi ornej), jednak natychmiast wczepili się, wryli w dziewiczy teren. Urywając to i owo, i obrzucając się tym wzajemnie, nie bez walki, wtargnęli na wieńczący urwisko wolnostojący wierzchołek.

Wtargnęli do Panteonu Pogromców Dziewiczych Ścian.

Więc jednak udało się, udało się cofnąć w przeszłość...

Fetowaniu sukcesu nie było końca. Na cześć Estety wybudowano dorodny Kopczyk (za wypaplanie rozmowy z Leśnym).

A ta Renia to powiedziała, że jest to tak piękna bajka, że gdyby wcześniej wiedziała... to nie dałaby się namówić! (dopadły ją widać wyrzuty sumienia, z powodu zbyt długiej rozłąki z ulubioną Kicią).

Na to Janek, któremu chyba od upału wszystko się poprzękręcało, stwierdził, że też nie dałby się Reni namówić... I spieraliby się zapewne dalej, gdyby nie Esteta, który nagle zaczął wołać:

– Namawiajcie! Dam się namówić!! Tylko namawiajcie mnie... Jeszcze!!!

I tak dobiega końca opowieść o podboju, a droga, którą (o ile by istniała) przebyli nasi zdobywcy, nazywałaby się Wyrypa*.

sierpień 2006


* Wyrypa – określenie wytężającej wyprawy, zwłaszcza narciarskiej (np. "W stronę Pysznej" Stanisława Zielińskiego).

Ostatnie zmiany w witrynie: 2017-05-24
Copyright © Jan Hobrzański 2007–2017 •