(Tetryk Starszy)

UWAGA!
TYLKO DLA WULGARNYCH!
czyli
posłanie dla za-pip-istych

"Bądźcie pozdrowieni nadwrażliwi..." – pisał pewien lekarz ludzkich dusz*. I to była Poezja.

Ani ze mnie lekarz, ani znowu taki wrażliwy, jednak kiedy słyszę słowa lub ich część, które zwykle są zagłuszane w mediach sygnałem "-pip-", myślę sobie, że to nie jest nawet proza, ale że nadciąga wulgarna bieda.

Jeżeli myślimy słowami... (a nie myślimy?), to cóż dziwnego, że dzieci się rozwijają, ucząc się wciąż nowych słów. A jeśli z nami będzie na odwrót i słów nam ubędzie, aż zostaną te, które oddadzą tylko emocje lub przeciwieństwa, jak plus i minus albo wojna i pokój...

– Jak nam się uda zachować pokój?

Chociażby we własnym domu. – O ile zechcemy żyć za-pip-iście – będzie wróg albo przyjaciel... I nic pośrodku? Ale skoro sami chcecie być za-pip-iści...

* * *

Przypominam sobie odległe zdarzenie. W jurajskiej dolince pod Krakowem spotkała się grupa młodzieńców. Sama śmietanka, asy wspinaczki skałkowej. Szczupli młodzieńcy gwarzyli w cieniu a napoje chłodziły się w pobliskim strumyku. Wtem, zakłócając czas sjesty, jeden ze smukłych osobników wdział uprząż, obwiesił się sprzętem i uwiązawszy liną wręczył ją w niechętne ręce innego... Było samo południe, żar lał się z nieba. W tych warunkach próba przejścia wybrzuszonego wapiennego filara (do tego "od strzału", bez znajomości drogi) wydała się zgromadzonym jakimś nieporozumieniem.

Mimo ogólnej dezaprobaty nasz zapaleniec jednak uczepił się skały. Zastygając na dłużej po każdej sekwencji ruchów, przemieszczał się nieśpiesznie w przewieszonym urwisku. Kiedy dotarł nareszcie do miejsca, gdzie filar stawał się zaledwie pionowy, zebrani uznali, że może mu się nawet udać...

Tym razem jednak uznanie nie wystarczyło, bo gdy młodzieniec wychodził już na półeczkę, akurat ukruszył mu się chwyt.

Z kamykiem w ręce, na tle błękitnego nieba, wykonał salto z pełnym obrotem. Ponieważ włożył nogę pod linę, ewolucja była tyleż efektowna, co i szarpnięcie bolesne. Kiedy został opuszczony na ziemię, zgromadzeni z zaniepokojeniem obstąpili go dookoła.

Poszkodowany leżał sobie tymczasem i uskarżał się to na pecha, to na bolącą nogę...

Niepostrzeżenie między zebranymi prześlizgnął się bezpański pies, przybłęda. Jednak zamiast "lizać rany" pechowca, przypadł do jego obolałej nogi i niespodziewanie zaczął wykonywać dość jednoznaczne ruchy!

Wśród zebranych zapanowała konsternacja... Ale żaden nie ruszył na pomoc. Za to wszyscy, jak jeden, ryknęli śmiechem; aż pies się spłoszył... i uciekł.

Gdy wreszcie z braku tchu zgromadzeni przestali rechotać, ktoś krztusząc się i płacząc ze śmiechu powiedział:

– Mało, że sam się z-pip-ał, to jeszcze pies go bzykał!**

* * *

To wcale nie musi być śmieszne... Zwłaszcza jeśli pozwolicie przyjść na świat potomstwu; szybko zapamięta Wasze za-pip-iste słowa. Ciekawe jakie to bajki Waszemu dzieciątku opowiecie. I co będzie, gdy kruszyna którejś nie doceni. To całkiem tak, jakby nie uznała jacy to za-pip-iści Wy jesteście! Co będzie, kiedy patrząc Wam prosto w oczy, dla bajki – albo i dla Was samych – wezwie psa?...

Czy uda się Wam zachować spokój?

– Że niby to się nie może zdarzyć, akurat Wam?

Oby tak było. Może lepiej jednak od tej za-pip-istości zachowaj nas, Panie.

A skoro tak, to...

– Bądźcie ozdrowieni za-pip-iści.


* Prof. Kazimierz Dąbrowski "Posłanie dla nadwrażliwych"
**Zamiast "-pip-" w użyciu bywają też "dowcipne" eufemizmy, co w sumie i tak na jedno wychodzi

Ostatnie zmiany w witrynie: 2017-01-13
Copyright © Jan Hobrzański 2007–2017 •