(Tetryk Starszy)

BADIA BADIA

Żartownisie opisują ludzkie pojmowanie świata w następujący sposób:
Najpierw dominowało ujęcie geocentryczne.
Potem heliocentryczne.
Teraz egocentryczne.

Dowcip, powiedzmy, taki sobie. Ale wystarcza, by powstał niepokój. Zaraz w głowie ruch, zapala się lampka kontrolna i pojawia gotowa refleksja. A brzmi tak: - Egocentryzm jest nudny!

Bo też jak długo teatr jednego aktora może być atrakcyjny. W tym momencie, na słowo „atrakcyjny” zapala mi się naraz kilka lampek:

Atrakcyjny… atrakcyjna… atrakcja…

- I zaraz pomyślałem o Lesiu.

W grupie moich wychowanków odróżniał się w sposób zdecydowany. Jeśli już uznał Lesio coś za atrakcyjne, to popadał w stan, który najlepiej określa słowo ekscytacja. Różni bywają ludzie, wiadomo. Tak i atrakcje. Weźmy na ten przykład:

Psoty – dla urwisów
cnoty zaś – dla mnichów
fochy – dla dąsaczy
kąski – dla brzuchaczy
dla chłopców – dziewczyny
dla saperów – miny
dla pociech – pociechy
a grzesznikom – grzechy?...
Piana – dla pieniaczy
przekręt– dla krętaczy
fałszywcom – nie brawa
szubrawcom - niesława

Niby prosta zasada: akcja – reakcja, atrakcja – ekscytacja. Przyjmując, że człowiek składa się z ciała, niektórzy dopuszczają także duszę (i kto wie co jeszcze), różne potrzeby oraz zachciewaje zdają się być zupełnie na miejscu. Kogo to dziwi, że ciałko (słabe) i duszyczka (biedna) domagają się tego, czy owego. Jednak przypadek Lesia był szczególny, występowała tu bowiem tak zwana wartość dodana. Zasadność swoich ekscytacji i roszczeń podkreślał Lesio w oryginalny sposób. Z głębokim przekonaniem i powagą, patrząc prosto w oczy, rzucał na zakończenie swojego wystąpienia brzmiące jak zaklęcie dwa słowa: - „Badia badia!”.

Pierwszy raz był najtrudniejszy. Potem, stopniowo przywykłem i uodporniłem się. Ale pierwszego wrażenia, kiedy rzucił mi w twarz swój koronny argument – badia badia - nie zapomnę. I reakcji Lesia, kiedy potraktowałem jego wystąpienie odmownie. Był zaskoczony. I zawiedziony. Niestety, nie pamiętam nawet o co konkretnie wówczas chodziło. Dobrze pamiętam za to jego entuzjazm i szczerość ekscytacji w obliczu licznych pokus, którym ulegał. Trudno było tego nie docenić. A Lesia nie polubić. Mało tego, z czasem sam zacząłem używać Lesiowego powiedzenia. Kiedy napotykam natarczywą propagandę, kiedy dopada mnie medialna fala „newsów”, hucpy, szwindli i „poprawności” obłudy – kwituję to stanowczo i radykalnie Lesiowym sposobem: - Badia badia! Cóż dodać.

Porywy, pokusy, atrakcje, ekscytacje… nic nowego, ludzka rzecz. Ale też jeśli Księga Koheleta jest autorstwa Salomona, czyli najmędrszego z ludzi, zaś stoi w niej wyraźnie, że „wszystko marność” - to z atrakcjami mamy kłopot...

No i jak wybrnąć, sprawa jest poważna. Bo ciałko i duszyczka nadal nieodmiennie trąbią swoje racje. Jaki by tu znaleźć czerstwy morał w porze upałów. Może wierszyk:

Ten który nie słucha
Ducha palcem
W bucie próżno…

- Badia badia?

4 sierpnia 2014

Ostatnie zmiany w witrynie: 2017-06-13
Debiut online: 2007-02-15
Copyright © Jan Hobrzański 2007–2017 •