(Tetryk Starszy)

FIKSUM–DYRDUM

Lato pamiętnego roku 2014 zaskoczyło nawet najstarszych górali. W pierwszym odruchu chciałem i ja wyrazić swoją opinię na temat tego, co się powyrabiało z pogodą w Tatrach. Że, ogólnie ujmując bałagan, czyli pomieszanie z poplątaniem. Ściślej biorąc miałem na myśli inne sformułowanie… Coś mnie jednak tknęło i postanowiłem najpierw sprawdzić, czy nie jest to czasem określenie obraźliwe. Taka ostrożność wydała mi się głęboko uzasadniona. Bo jeszcze okazać by się mogło, że pogodę, czy też niepogodę, jednakowoż obrażam. A wiadomo przecież, jak bywa z niektórymi obrażalskimi…

Sięgam po Słownik języka polskiego. Zobaczmy:

fiksum n ndm, pot. «bzik, mania; fiołek» zwykle w zwrotach: Mieć fiksum-dyrdum.

Sprawdzam też w Internecie. Znalazłem, że mieć fiksum-dyrdum znaczy tyle, co: szaleć za czymś, mieć obsesję (bzika) na punkcie czegoś, być obłąkanym, niezrównoważonym.

Zacząłem intensywnie zastanawiać się, czy to pogoda, czy może raczej ja dostałem rzeczonego fiksum-dyrdum i nie pojechałem latem w Tatry. Zreflektowałem się jednak, że aura nie może być niczemu winna, więc nie ma co przenosić własnej frustracji na pogodę… Zaraz też począłem rozważać, czy aby nie ulegam temu, co stało się obecnie plagą. Czy mając jakieś „wągry” na sumieniu, zamiast zmierzyć się z problemem, nie przypisuję pochopnie innym - tego, a nawet i owego?

W katalogu pomówień, które w sondażach popularności zajmowałyby chyba czołowe miejsca, proponuję: ksenofobię, faszyzm, mowę nienawiści, rasizm, antysemityzm, seksizm, ciemnogród, nietolerancję, homofobię… (w oskarżycielskiej zapalczywości mogą zostać użyte dowolne hasła, choćby hemofilia czy astygmatyzm)

Początkowo próbowałem wyobrazić sobie, że jestem kosmitą i zgadnąć, czy na planecie Ziemia oskarżałbym tubylców o antykosmityzm. Zwłaszcza bez żadnej racji, prócz własnych obaw lub uprzedzeń. I czy dla uzasadnienia, z braku laku, nie zacząłbym radykalnie czegoś zmyślać.

Potem starałem się nakłonić wyobraźnię, by odgadywała jak to jest być kimś innym i przynależeć do jakiejś zamkniętej grupy, partii, państwa, rasy czy narodu. Komu bym ulegał i czym się kierował. Prawdą, czy relatywizmem. Tym, co mówią „moi”, czy może ci, którym to ja jawię się jako „swój”. Ani rusz, nic z tego nie wychodziło, zwłaszcza kiedy próbowałem poczuć lub rozumieć różne uprzedzenia. Nie wiem, może to za sprawą widzenia innych nie jako konkurentów, ale jako partnerów?

Jeśli w zacietrzewieniu gotowi jesteśmy uznać kogoś za wroga, możemy się pomylić... Nie doceniając siebie; sam mogę być swoim ukrytym wrogiem. A jak się bardzo uprzeć, można uzasadnić wiele. Myślę na przykład, że odpowiednio skwapliwie tropiąc „mowę nienawiści” można doszukać się jej w innych. Tylko nie w sobie…

Spróbujmy spojrzeć na sprawę jakby z przeciwnej strony. Jeśli nie ty, ale ktoś tobie zarzuca coś bez pokrycia. Znaczyć to może tyle, i tylko tyle, że ten ktoś chce się pozbyć swojego problemu. Twoim kosztem.

Przytoczę tu nietuzinkową opinię Gilberta Keitha Chestertona:

„Zawsze byłem stronnikiem polskiej idei, nawet wtedy, gdy moje sympatie opierały się wyłącznie na instynkcie (…) Moja instynktowna sympatia do Polski zrodziła się pod wpływem ciągłych oskarżeń miotanych przeciwko niej; i – rzec mogę – wyrobiłem sobie sąd o Polsce na podstawie jej nieprzyjaciół. Doszedłem mianowicie do niezawodnego wniosku, że nieprzyjaciele Polski są prawie zawsze nieprzyjaciółmi wielkoduszności i męstwa. Ilekroć zdarzało mi się spotkać osobnika o niewolniczej duszy, uprawiającego lichwę i kult terroru, grzęznącego przy tym w bagnie materialistycznej polityki, tylekroć odkrywałem w tym osobniku, obok powyższych właściwości, namiętną nienawiść do Polski. Nauczyłem się oceniać ją na podstawie tych nienawistnych sądów – i metoda okazała się niezawodną.”*

Wychodzi na to, że skalę czyjegoś problemu można czasem poznać po zarzutach, jakie ten ktoś wysuwa wobec innych. W szczególnym zaś przypadku wobec mnie, wobec ciebie lub wobec nas. A swoją drogą, ile też w sumieniu da się zamazać i pokręcić…

Nie wiem które z błogosławieństw możesz odnajdywać jako własne przesłanie. Powiem natomiast czego winszuję zarówno Tobie, jak sobie i każdemu:

Nie żadnego fiksum-dyrdum
do koloru i wyboru
- za to Ci dobrodusznego
poczucia życzę humoru!

23 sierpnia 2014

* lubimyczytac.pl/cytat/5791

Ostatnie zmiany w witrynie: 2017-08-28
Debiut online: 2007-02-15
Copyright © Jan Hobrzański 2007–2017 •