(Tetryk Starszy)

NAD I PONAD

W Święto Wniebowstąpienia Pańskiego jadę na cmentarz odwiedzić grób Rodziców. Jest 28 dzień maja 2017 roku. Praży słońce, jednak szpaler strzelistych topól łagodzi panujący skwar. Szczyty drzew sięgają nieomal bezchmurnego nieba. I chyba nie tylko one. Co jakiś czas narasta tutaj szaleństwo; śpiew ptaków wiruje w uszach, wybucha i wniebowstępuje. Trawy, kwiaty, krzewy i drzewa nagrzane słońcem buchają powodzią zapachów, woni. I wszystko tu jak gdyby unosi się ku niebu. Nic dziwnego, że zaczyna mi się kręcić w głowie. Tracę orientację, co się tutaj właściwie dzieje. I po chwili już nawet nie wiem, co jest zapachem, wonią, powiewem, cieniem, odcieniem barw, światła drżeniem, śpiewem...

Do tego jeszcze zaczyna kręcić mnie w nosie. Pewnie od pylących na potęgę kwiatów i traw.

• • •

Przyglądam się trawie ujętej kamienną ramą grobu. Przypomina łąkę. Ile pojedyńczych ździebeł trawy może pomieścić taka łączka. Może tyle ich na grobie Rodziców, ile akurat upłynęło dni od chwili kiedy zmarli. Dni z których każdy przypomina o tym, co powiedziałem i co zrobiłem, a czego im nie powiedziałem i czego dobrego, choć mogłem, nie zrobiłem. Za to zła, tyle razy, ile było, w żaden sposób nie cofnę.

• • •

Stoję nad grobem. Powoli zaczynam uzmysławiać sobie, że może nie chodzi tu teraz tylko o konkretne miejsce. I tylko o moich Rodziców. Ale i o czas. Także mój czas. Ptaki nadal wyśpiewują swoje niebotyczne psalmy nawiedzone zachwytem. Zaś ja zastanawiam się, ile ździebeł trawy może rosnąć na grobie Rodziców. Czy tyle, ile dni spokojnych dane było im przeżyć... Czy może raczej tyle, ile razy śmierć stała w ich życiu za progiem. A stała. I nie tylko w ich życiu. Groźba śmierci dotyczyła każdego spośród naszej rodziny. Niemcy, mający siebie za „nad-ludzi”, w okupowanej przez siebie Polsce mordowali zarówno tych, których skazali na „ostateczne rozwiązanie”, jak i tych, którzy podjęli się tych skazanych ocalić.

• • •

„Biegnij, chłopcze, biegnij” – tak zatytułowany jest jeden z filmów będących fabularnym obrazem czasu okupacji Polski przez Niemcy. Zapamiętałem właśnie ten film ze szczególnie istotnego dla mnie powodu. Tytułowy chłopiec, bohater filmu, w rok po wojnie opuścił polską rodzinę w której ocalał od zagłady. Objęty został akcją amerykańskich sierocińców i z tej możliwości skorzystał. To dokładnie tak, jak i Ewa-Nata, która też wybrała amerykańską alternatywę w miejsce naszej rodziny mieszkającej w tym czasie w Gdańsku. (Kwerenda dokumentów tej powojennej akcji może ukazać jej skalę – ile ocalonych przez Polaków dzieci zostało nią objętych).

I nie zobaczyłem już mojej przybranej Siostry. Urodziłem się rok później.

• • •

Nad głową ptaki, ponad nimi niebo, niewidoczny za dnia bezmiar gwiazd. A pod nogami ziemia upstrzona stożkami, kopczykami piasku. To wloty a zarazem wyloty tuneli, korytarzy podziemnego królestwa mrówek. Ile ich tu, z pewnością mnogość. Ale też nie tyle, ile ziarenek piachu pomieścić może ten cmentarz; tysiące, miliony, miliardy – na przykład 65.

Czy nie akurat tyle, ile licytowanych jest pretensji, nieuprawnionych roszczeń wobec Polski i Polaków. Wobec Ciebie i mnie. Wobec naszych rodzin. Także więc wobec moich Rodziców. Wobec uznanych i nieuznanych a sprawiedliwych. – Czy inaczej?

• • •

– Rabbi, Nauczycielu – gdzie mam szukać rady, skąd czekać pomocy... – „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie”. – mówi mój Mesjasz, Pan (w Ewangelii wg. św. Jana 14,6). I dalej – „Gdybyście Mnie poznali...”

Czy nie dlatego, dla jednych nie ma Takiego, dla innych to nie Ten, nie teraz, zaś prawd może być wiele. Czy nie dlatego wierni Chrystusowi – który utożsamia się z prawdą – są we współczesnym świecie nienawidzeni, oskarżani, oczerniani, szykanowani, szantażowani. A także zabijani. Każdego dnia. On zaś choć odrzucony, sam jednak nie odtrąca nikogo – „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują” (Mt 5,44).

Może po ludzku rzecz biorąc wygląda to na nieprawdopodobne. – Jednak, skoro nie jestem sam.

• • •

Próbuję wniknąć
przyłączyć się
do śpiewu ptaków
który wirując przycicha
znowu wzbiera
wybucha
i szybuje
wniebowstępując
coraz to wyżej
wyżej

Osobliwy moment
dar chwili
w której naraz jawi się nam
sam darczyńca
On sam

Niebo zdaje się dotykać ziemi
i możemy wznieść się nad nią
i ponad siebie

Ostatnie zmiany w witrynie: 2017-08-28
Debiut online: 2007-02-15
Copyright © Jan Hobrzański 2007–2017 •