(Tetryk Starszy)

BŁOGOSŁAWIEŃSTWO 18 MAJA

Rodzimy się i umieramy. Niby zwykła rzecz a tak niezwykła. Przemijamy i tyle nas.

- Tylko tyle?

Po owocach poznajemy. Tyle nas, co pamięć zachowa. Jednych wspominamy, innych znowu nie. O niektórych wolelibyśmy raczej nie pamiętać. Ale są i ci, o których pamięć jest nam czemuś potrzebna. Są dla nas jak coś, bez czego trudno żyć. Rodzimy się, by być dla innych. Pytanie tylko - błogosławieństwem czy przekleństwem. Myślę o konkretnym dniu roku. O 18 dniu maja. Wielu ludzi urodziło się pod tą datą. Szukam kogoś o kim mógłbym powiedzieć, że był dla innych błogosławieństwem.

Warszawa, Plac Grzybowski. Na schodach leżącego przy tym placu Kościoła Wszystkich Świętych znajduje się pamiątkowy pomnik. Jest to figura wyobrażająca zmarłego w 2005 roku Papieża Jana Pawła II. Przed przebudową placu, przy schodach wspomnianego kościoła wielokrotnie zatrzymywały się turystyczne autokary. Tu wysiadali wycieczkowicze innego wyznania, od sąsiadów z przeciwka.

Mamy 18 dzień maja 2009 roku. W rocznicę narodzin Karola Wojtyły - późniejszego Jana Pawła II - stoję przed pomnikiem i szukam zapałek. Około godziny 17:30 zatrzymuje się za mną jeden z autokarów które właśnie nadjechały. Zaczynają wysiadać wycieczkowicze. Szukam zapałek a kiedy je znajduję stawiam znicz przed samym pomnikiem. Wtedy dobiega moich uszu czyjeś kasłanie. Zdejmuję przykrywkę znicza. Kasłanie powtarza się. Brzmi tak, jakby wywoływane było z wysiłkiem. Zapalam zapałkę i przechylam znicz, by knot mógł się zająć. Słyszę wysilony kaszel. Stawiam znicz pod figurą pomnika i zakładam przykrywkę.

- Ale ktoś się męczy - myślę o kaszlącym.

Chowam zużytą zapałkę do pudełka i próbuję się modlić. Kasłanie trwa. Nie mam kodeiny łagodzącej kaszel ani niczego do popicia...

Kiedy spoglądam na kaszlącego nieszczęśnika widzę, że i on patrzy na mnie. Przerywa kasłanie i pochylając głowę wypuszcza z ust ślinę. Plwocina sięga chodnika, jednak nie chce mu się oderwać od warg. Trwa to czas jakiś, wprawiając plującego młodzieńca w nieskrywaną frustrację. Wreszcie - co za ulga - nitka śliny odrywa się od ust "plujki". Młodzieniec rzuca ku mnie śpieszne spojrzenie a widząc, że nic mi nie umknęło, jeszcze szybciej znika wśród innych wycieczkowiczów.

Może sąsiedztwo pomnika a może nauki jubilata to sprawiły, dość że wszedłem do kościoła pomodlić się. Za nas. Za Jana Pawła II, za siebie, za "plujkę" i jego nauczycieli. Za tych, którzy sieją wiatr i za tych, którzy doznają plag, zamętu i plugastw tego świata. Pewien jestem, że żadne złorzeczenie nie prowadzi do pokoju. Co innego błogosławieństwo:

"Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię, kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo" - mówi Pismo w Księdze Powtórzonego Prawa (30,19), w akapicie zatytułowanym - Dwie drogi.

Nie inaczej głosił ten, który urodził się 18 maja 1920 roku w Wadowicach. Który przez dziesiątki lat błogosławił nam i całemu światu. Sam był błogosławieństwem. I być nim nie przestaje. Bo jaki sens miałoby dobro zatrzymane, nie przekazywane dalej.

Zastanawiam się jak błogosławieństwo może powracać. W pamięci telefonu komórkowego mam zachowaną wiadomość SMS z 24 sierpnia 2009 roku. Są to otrzymane ni z tego, ni z owego pozdrowienia od znajomego z Tatr. Ich końcowy fragment brzmi:

"Niech Cię Jahwe błogosławi!"

Cóż mam powiedzieć. Czuję, że tak się dzieje. Czy mógłbym złorzeczyć... Dzisiaj 18 maja 2016 roku.

- Ty też, poczuj

Ostatnie zmiany w witrynie: 2017-01-13
Copyright © Jan Hobrzański 2007–2017 •