(Tetryk Starszy)

OWOCNIE

Nowy rok to pora składania życzeń. Wysyłamy je zwykle w dobrej wierze, z przychylności dla adresatów. Co otrzymujemy w zamian? Czasem niespodzianki:

„Sam sobie tetryczej owocnie. Dziękuję!”.

Tak właśnie ripostował złożone mu przeze mnie życzenia niejaki Tetryk Młodszy.

Jak mi Młodszy poradził, tak też i zrobiłem. Nie wiem tylko, czy wystarczająco owocnie.

W ramach tetryczenia podjąłem wiele mniej lub bardziej interesujących czynności. Ale nie będę się tu rozwodził… (Małżonka pochwala). Wspomnę tylko o tym, co zajmowało mi czas kwietniowymi wieczorami po zachodzie słońca.

Otóż, kiedy zapada zmrok, na bezchmurnym niebie pojawiają się różne obiekty. Mam na myśli te, które emitują światło na tyle mocne, że mogę je dostrzec. W kwietniu długi czas obserwowałem takie dwa. Jeden na zachodzie, świecący biało. Drugi obiekt, który przykuł moją uwagę, pojawiał się na południowym zachodzie. Pulsował on, świecił zmiennymi kolorami. Niebiesko, czerwono, żółto, zielono…

Dzięki temu moje tetryczenie jakby nabrało żywych barw. Dodatkowo obserwowany obiekt miał zdecydowaną przewagę nad światłami dyskotek; migotał bezgłośnie. Dla własnego użytku nazwałem go „pulsarkiem”. Przemieszczał się nad horyzontem w prawo, na zachód. Widoczny był przez około półtorej godziny.

W miarę jak kwiecień upływał, a obserwowany wieczorami na widnokręgu obiekt wędrował, nasunęło mi się pewne spostrzeżenie. Mój pulsarek przemieszczając się nad terenem dworca kolejowego Warszawa Śródmieście migotał tak uporczywie, jak światła policyjnego radiowozu. Jak ostrzegawcze światła.

I naraz przeniosłem się pamięcią o kilkadziesiąt lat wstecz…

• • •

Była to ciepła pora roku. Pełnia wiosny, słoneczne godziny wczesnego popołudnia. Pogoda wymarzona. A mnie, nie wiedzieć czemu, ogarnął dziwny niepokój. Najpierw ruchowy. Zacząłem spacerować alejkami wokół Dworca Śródmieście, co jakiś czas przysiadając na napotykanych ławkach. Następnie poczułem jeszcze jakiś inny, nowy niepokój. Chyba poznawczy…

Zaczęło mnie nurtować coś przemożnego a niewypowiedzianego. Coś takiego, jak pytanie, od którego nie da się uchylić ani uciec. W miarę odbywanego spaceru ów niepokój zaczął natężać się i narastać, aż skrystalizował się w dziwnych, mimowolnie usłyszanych słowach:

- Jeżeli jest Inferno…

Aż przysiadłem z wrażenia. – No, coś ty, obruszyłem się, jakie piekło… i do tego jeszcze po łacinie? Na kolejnej napotkanej ławce spędziłem dłuższą chwilę nim podjąłem przerwany spacer. Alejki, trawniki, kwiaty, klomby, rabaty… Pełen obaw zacząłem jednak nasłuchiwać wewnętrznej narracji. Co jakiś czas podrzucała mi nowe słowa. Jedno, dwa, trzy…

- Jeśli jest piekło…

A po chwili:

- Jeżeli jest czyściec…

Z wrażenia znowu przysiadłem. Ale słowa, nie zwracając uwagi na moje manewry, nadal przybywały, stopniowo dopełniając rozpoczętą kwestię:

- to jest syczącym płomieniem…

I dalej:

- Płomieniem świadomości.

- Spalającym płomieniem… pełnej świadomości.

I co ja miałem począć z tak natrętnie dojmującą myślą. Nadal bardzo uważnie nasłuchiwałem, przejęty jakimś atawistycznym lękiem.

Aż przyszło mi do głowy, że ów płomień jest przenikającą wszystko na wskroś świadomością. Która odnajduje i wypala wszelkie zło. Pozostawia zaś dobro. A nie można skryć się przed jej żarem.

Przytłoczony myślami przycupnąłem bezradnie na skraju ławki. I tkwiłem tak skulony w bezruchu, jakby otwarła się pode mną otchłań… Trwało to czas jakiś zanim zdałem sobie sprawę, że za długo byłem na słońcu z odkrytą głową.

• • •

Nasunąć się tu może pytanie, czemu to takie straszne rzeczy się pamięta. I że też muszą przychodzić człowiekowi do głowy, przypominać się. Skąd się biorą, dlaczego akurat teraz…

Toć ja wcale nie chcę smażyć się i paskudnie skwierczeć!

W naiwności swojej wolałbym raczej stetryczeć… Na ile się da owocnie.

W ostatnich dniach kwietnia przesłałem Tetrykowi Młodszemu pozdrowienia z cmentarza. Komunalnego Północnego.

20 maja 2018 – Uroczystość Zesłania Ducha Świętego

Ostatnie zmiany w witrynie: 2018-06-24
Debiut online: 2007-02-15
Copyright © Jan Hobrzański 2007–2018 •