www.hobrzanski.pl - Niezorientowani - Jan Hobrzański

(Tetryk Starszy)

NIEZORIENTOWANI

Nieraz coś utkwi człowiekowi w pamięci. Jakaś zasłyszana rozmowa, choćby tylko jej fragment, szczegół. Nie pamiętam, gdzie ani kiedy, ktoś, komuś usiłował wyjaśniać: – Bo ludzie, to niezorientowane są.

Owszem, zapamiętałem niegramatyczną formę, ale bardziej intencję. Nie było to oskarżenie, raczej próba usprawiedliwienia. Przy okazji pomyślałem sobie – weźmy takiego szydercę lub nienawistnika – czy jest tylko biedakiem niezorientowanym co do własnej dziury w całym?...

26 września 2016 roku udałem się do kościoła. W Bazylice Świętego Krzyża jako jedynej w centrum Warszawy odprawiana jest w dni powszednie msza święta w południe. Świątynia znajduje się na licznie odwiedzanym przez zagraniczne wycieczki Trakcie Królewskim. Mamy tu niejednokrotnie do czynienia z klasycznym konfliktem interesów. Wierni skupiają się na odprawianym nabożeństwie, zaś wycieczkowiczom najwyraźniej koliduje ono ze zwiedzaniem. Oczywiście, przewodnicy wycieczek mogą zapoznać się z dostępnym na stronie internetowej rozkładem nabożeństw. Ale móc, nie znaczy chcieć. Chwilowo przyjmijmy, bez niczyjej obrazy, że zarówno przewodnicy obcokrajowców jak i same wycieczki – „niezorientowane są”. Wśród obcojęzycznych posiadaczy kamer, tabletów i błyskających fleszami aparatów, najczęściej występują dalekowschodni Azjaci. Przykładowo, Japończycy i Koreańczycy – nim się rozejdą po kościele tu i tam – najpierw skupiają się w centrum nawy głównej przy filarze z sercem Chopina.

Niejednokronie ksiądz odprawiający mszę przy ołtarzu zmuszony był wypraszać zafiksowanych zwiedzaniem wycieczkowiczów. Czasem reagowali sami uczestniczący w nabożeństwie wierni (zaraz będzie i o mnie). Nasuwa się tutaj niepokojąca myśl, że szwendający się po świątyni podczas odprawianej liturgii obcokrajowcy mogą jednak być zorientowani... Tylko na siebie.

Przejdźmy do rzeczy. Msza w dniu 26 września początkowo przebiegała bez zakłóceń. Do chwili, kiedy za plecami odprawiającego ją przy ołtarzu kapłana pojawiła się szczupła postać. Był to mężczyzna z minikamerą, który lekko ją unosząc zaczął filmować sklepienie świątyni. Następnie wszedł do prezbiterium jeszcze dwa kroki dalej i znowu skierował obiektyw kamery ku górze... Wstałem z ławki i skierowałem się do przeciwległej nawy bocznej by odszukać człowieka z kamerą. Natknąłem się na niego przy eksponowanym tam wówczas obrazie przedstawiającym Chrzest Polski.

– Excuse me... – zacząłem ściszonym głosem.

– Not now! – dodałem wskazując na kapłana odprawiającego MSZĘ ŚWIĘTĄ.

Ze względu na brak zainteresowania rozmówcy zmuszony byłem kontynuować swoją tyradę w nieznanym mi bliżej języku:

– It's home of God! Not museum – i wskazując znowu na kapłana przy ołtarzu, dodałem – Now is mystery!

Tymczasem posiadacz kamery przyglądał się Chrztowi Polski...

– Not now! – powtórzyłem z uporem.

Wtedy „filmowiec” odwrócił się ku mnie i półgłosem spokojnie zapytał:

– Przepraszam, może mnie pan zostawić w spokoju?...

Chwilę stałem zdezorientowany... zanim zostawiłem.

Kiedy wróciłem na swoje miejsce, okazało się, że człowiek z kamerą gdzieś zniknął. Tak samo niespodziewanie, jak się pojawił. A swoją drogą szkoda, że nie spytałem, czy zrozumiał moją wątpliwą angielszczyznę.

Ostatnie zmiany w witrynie: 2017-08-13
Debiut online: 2007-02-15
Copyright © Jan Hobrzański 2007–2017 •