(Tetryk Starszy)

PRZYSTĘPNY WYPADEK

Kiedyś dawno, dawno temu, spędziłem dwa tygodnie lipca w Dolinie Będkowskiej koło Krakowa. Natrafiłem tam na skały, a skoro tak, próbowałem wdrapywać się na nie. Jednakowoż, będąc szesnastoletnim chudzielcem o wiotkiej budowie ciała, niewiele mogłem zdziałać. Nic dziwnego, że zacząłem szukać jakiegoś chytrego sposobu, by jednak zaspokoić swoje zdobywcze zachciewajki. Moim celem była między innymi niepozorna skałka o ponętnej nazwie - Babka. Wyślizgana rysa, przecinająca tę skałę, w przymiotnikowej skali trudności była „bardzo trudna”. Ale dla mnie okazała się za bardzo trudna... Mocno zirytował mnie ten fakt. Niewiele myśląc, rolnikowi u którego mieszkałem, zwędziłem hak, z rodzaju tych, na których wiesza się gospodarskie sprzęty (lub święte obrazy). Pożyczyłem też, po kryjomu, młotek.

Co było potem?...

Wbiłem hak, zaś sprytnie uzyskany przystępny występ skrzętnie wykorzystałem.

Pełny tryumf!

Ciekawe, że nie pamiętam jakim sposobem wróciłem na ziemię. Pamiętam za to, że po fakcie, wypaliłem mocnego papierosa marki MAZUR - no, siekiera - jak machorka! Tutaj wychowawczo wspomnę, że palenie zabija - w związku z czym od ponad 30 lat już nie żyję... Ups - przepraszam - nie palę! Potem, kiedy zacząłem interesować się grą półsłówek, przyszła refleksja - czy aby mój zdobywczy przy-padek, jak i wy-stęp, przy-stępnym był...

Ale to niejedyne wątpliwości, jakimi zaowocował pobyt w Dolinie Będkowskiej. Zaraz po powrocie do domu zapisałem, co następuje:

Pamiętam te skały
w oprawie zieleni
w dom Boski sterczały
gdzie się chmurka pieni

W dolinie zaś kaskada
krople na nas ciska
zimne i mokre
z bliska

Widać już wówczas zaczęło nurtować mnie istotne pytanie - uprawiać wspinaczkę, czy raczej grafomanię. Nie mogłem się zdecydować... i tak już zostało.

czerwiec 2017

Ostatnie zmiany w witrynie: 2017-08-13
Debiut online: 2007-02-15
Copyright © Jan Hobrzański 2007–2017 •