(Tetryk Starszy)

PANTAŁYK

Mawiają, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła…

Lubię jednak zajrzeć czasem tu i ówdzie. Na przykład do wiadomości oraz różnych medialnych informacji. Jak tak sobie sprawdzić w kilku różnych przeciwstawnych źródłach, to nieraz gołym okiem widać czym chcą nas „trafić” i zainfekować medialni snajperzy. Ale o tym może innym razem.

Wielu ludzi uznaje zasadę ograniczonego zaufania. A nawet ją stosuje. Tyle, że głównie względem innych. Niespodzianki jakie potrafi płatać pamięć skłaniają mnie do ostrożności także wobec siebie samego; wolę nie zarzekać się, że dobrze wiem – i kropka! Od czasu do czasu sprawdzam, czy się nie mylę. Tak jest i tym razem. Mam przed sobą Słownik języka polskiego. Zaglądam do niego po to, by się przekonać czy właściwie rozumiem znaczenie konkretnego słowa. Zobaczmy:

pantałyk m III, D. –u, blm, tylko we fraz. Zbić kogoś z pantałyku «pozbawić kogoś pewności siebie, wprawić w zakłopotanie; zmieszać, zbić z tropu» {ros. (?)}

– No i dobrze. Mniej więcej tak myślałem.

Zbić, zbijać… Tylko kto kogo?

Przypominają mi się lata, kiedy obserwowałem dzieci grające w „zbijaka”. To świetna zabawa. I gra. Długie lata. Nie tylko kibicowania, ale i sędziowania rozgrywek zbijaka. Mało tego, sam też biegałem po boisku starając się, jak mogłem, uniknąć trafienia piłką. Lub próbując ją przechwycić i rzucić w nogi (taka była zasada), czyli „zbić” gracza drużyny przeciwnej.

Niby prosta zabawa orientacyjno–ruchowa. Jednak doświadczenie i sprawność potrafią odgrywać w niej sporą rolę. Również spryt i taktyka. Przy okazji zbijaka czasem można nawet mówić o swego rodzaju wojnie psychologicznej. Prowadzonej zarówno przez grających jak też ich stronników.

Zobaczmy, co nam podpowie słownik. Hasło: zbijak…

– Nie ma takiego… Jest tylko zbić albo zbijać.

Wróćmy do gry. Z grubsza biorąc jej cel jest prosty: chodzi o zdominowanie przeciwnika. Zanim jednak przyjdzie co do czego, czyli do rozgrywki, można mimochodem przekazać stronie przeciwnej rzeczową opinię (lub uszczypliwą „zajawkę”) na temat jej szans. Na przykład szczere wyrazy współczucia w związku z formą, jaką przeciwnik aktualnie prezentuje. Skuteczne też mogą okazywać się różnego rodzaju zawstydzające „wtrącenia” (wyraziste gesty lub słowne „wrzutki”) w trakcie samej gry. Ogólnie chodzi o zasianie defetyzmu i odebranie drugiej stronie woli walki. No tak… tyle, że miało być o zbijaku. Niby mówię o grze orientacyjno ruchowej, ale zasada wytworzenia presji – ograniczenia horyzontu wydarzeń do tych „na miarę” oczekiwań, przypomina mi, że mogę się rozpędzić… A tymczasem wcale nie mam chęci opowiadać o poprawności politycznej, propagandzie i manipulacjach.

Sięgam znowu po słownik. Jest takie ciekawe słowo, zobaczmy: hucpa…

– Nie ma takiego!

Ucieszyłem się. Wyszło na to, że nie jest to polska specjalność (przynajmniej wówczas, kiedy wydany został mój obszerny, bo trzytomowy słownik PWN – czyli w roku 1981). O ile mi wiadomo – hucpa, to bezczelne oszustwo.

Tu pozwolę sobie na sentymentalną dygresję.

Jeden z chłopców, który trafił kiedyś do grupy moich wychowanków, posługiwał się sprawdzonym sposobem działania. Używał mianowicie metody „na wrzask”. Przyzwyczaił się, że skutkuje, i używał jej do wymuszeń lub protestów. Wykazywał się w tym pewną biegłością.

Żałujcie, że nie widzieliście jego zdziwionej miny, kiedy zaopatrzony w zatyczki do uszu cierpliwie, z wyrozumiałym uśmiechem towarzyszyłem mu pomimo uporczywych potępieńczych wrzasków. A i potem, kiedy zaczął kontaktować.

Wiele, wiele lat później spotkałem mojego krzykacza w pociągu podmiejskim. Poruszał się od jednego podróżnego, do kolejnego i tak dalej. Jedną ręką pokazywał sugestywnie, że jest głodny, drugą zaś wysuwał domagając się pieniędzy. Kiedy podszedł i pokazał jaki to jest głodny, poszperałem w plecaku i zaoferowałem mu kanapkę (sam robiłem, palce lizać).

Odmówił, pokazując, że nie jest głodny…

Ale to nie koniec. Po kilku chwilach ponownie wyciągnął rękę oczekując pieniędzy – bo, co dobitnie pokazał, bardzo jest głodny!

Znów wyjąłem kanapkę.

Niechętnie, z ociąganiem sięgnął po nią. Schował do torby, po czym przeniósł się do innego wagonu.

Pozostałem z wątpliwościami, bez kanapki. A faktycznie była palce lizać…

Wracam jeszcze raz do zbijaka; delikwent, który podczas gry próbował bezczelnie oszukiwać, uznawany zostawał za kogoś żenująco nierozgarniętego. Czasem bywał też zwyczajnie obśmiany.

Niestety, nierzadko napotykamy kłamstwa po wielekroć powtarzane. Nie wiem na ile to prawda ale niektórzy są zdania, że im większa hucpa (i roszczenia!), im bardziej nachalna propaganda – tym bardziej ludzie (a nawet państwa, narody) tracą pewność siebie. Paradoksalne? Jednak wcale nie musimy dać się zwieść i przyjmować punktu widzenia przeróżnych „fałszystów”. Oni przecież właśnie na to liczą.

Chciałem sprawdzić w słowniku znaczenie jeszcze kilku innych haseł. Takich jak: tumult, rumor, rejwach. Ale wysiłek umysłowy nadwątlił moje siły i zapadłem w nagłą drzemkę…

Na koniec wypadałoby powiedzieć o co wreszcie chodzi. Wiem, że nieraz trudno mnie zrozumieć. Sam miewam kłopoty.

Myślę teraz o Abrahamie i jego usilnych prośbach o ocalenie wielu, przez wzgląd na nielicznych sprawiedliwych. Spotykamy wielu ludzi. Na szczęście zdarza się, że i takich, którzy są dla nas błogosławieństwem. Ilu ich może być, trudno powiedzieć. Ufajmy, że znajdzie się dość tych, którzy nie ulegną zalewowi fałszu ani żadnej wymyślonej „poprawności”, i nie powtórzymy losu Sodomy.

A z pantałyku zbijać się nie dajmy.

– Tylko zechciej dopomóc nam, Panie Boże.

4 czerwca 2014

Ostatnie zmiany w witrynie: 2017-01-13
Copyright © Jan Hobrzański 2007–2017 •