(Tetryk Starszy)

TRAWERS TETRYKÓW*

Reaktywacja

Pewnej wiosennej niedzieli, doszło do następującego incydentu. Oto w godzinach klubowych Uniwersyteckiego Klubu Alpinistycznego, próbowało wtargnąć na ściankę wspinaczkową dwóch osobników niezrzeszonych. Czujna ochrona próbowała dać im odpór. W efekcie – drogą negocjacji i kompromisu – Uniwersytecki Klub Alpinistyczny odzyskał dwóch swoich klubowiczów sprzed lat. Jednak skutek długoletniej separacji od macierzystego klubu był widoczny gołym okiem: "niegdysiejsi młodzieńcy" stetryczeli.

Na tle Czarnego Stawu
podczas pierwszego przejścia
Trawersu Tetryków na Kazalnicy.
Tatry 2004

Początek trawersu

Kilka wyciągów później

Dla rozróżnienia "niegdysiejszych młodzieńców" nazwijmy jednego "młodszym", a drugiego "starszym".

Zgodnie z oczekiwaniami starszego wszystko miało skończyć się na ściance i towarzyskich pogaduszkach. Jakże się mylił. Młodszy schudł, zeszpetniał, a przy tym dziwnie jakoś zyskiwał coraz wyższą formę...

Nastało lato. W górach lało aż miło. I nic nie zakłóciłoby ściankowych popisów młodszego, gdyby nie to, że zapomniał raz sprzętu. Zamiast na ściance, wieczór upłynął nad zdjęciami. Tak oto doszło do wodzenia palcem po zdjęciach, i to, czego jeszcze nie było, otrzymało nazwę: "trawers tetryków".

Sam pomysł najłatwiejszego dojścia nad okap – swego rodzaju "wytrych" do Filara Kazalnicy (czyli "Zerwy") – wyglądał interesująco. Zwłaszcza teoretycznie. Wieczór dogasał a emocje nie... Córka starszego ziewnęła znudzona i podsumowała: "to tylko zdjęcia...".

Nazajutrz młodszy wygłosił dwa niepokojące słowa: "Deklaruję Zerwę". Odtąd, obserwując swój stabilny brak formy, starszy zaczął dodawać sobie otuchy pomrukując pod nosem: "...eee, to tylko Zerwa...". Ale to nie pomogło.

Zerwa

Jeszcze na początku trawersu starszy zapyta z nadzieją: "A może dajmy spokój?". Czy milczenie może być odpowiedzią? Może, a bywa, że i opryskliwą.

Pod nogami Czarny Staw, czerwone porosty i... czerwone błotko (to... jednak Zerwa.) Propozycja wytrawersowania pod "płytowy próg" – też nie będzie rozważona... Młodszy, pokonawszy całą ścianę klasycznie, uparł się "szczytować"! No cóż, klasyczny przypadek zdobywcy.

Na siodełku Filara zapada zmrok. Majaczące, jak we śnie, stromizny Sanktuarium, ścieżki których już nie ma. Mrok, szpon i darń. Serce w gardle, dusza na ramieniu. Posępne milczenie młodszego, modlitwy starszego, wreszcie wierzchołek. Godzina 21.

Z Kazalnicy schodzi się, zbiega lub... spełza. Ostatnia opcja jest najbardziej zajmująca. Raźnie "brailując" (obmacując ciemność) już po trzech godzinach, tetrykom udaje się odnaleźć plecaki, telefon i czołówkę... pod ścianą.

Uff, to już po wszystkim... Próg Czarnostawiański, światła schronu, brzeg Morskiego Oka i zielona rakieta gdzieś od strony mostku!

Któż by tu oczekiwał powitań? Zwłaszcza tak hucznych? Niestety... – to dyżurujący właśnie ratownik wyjaśniał z niedźwiedziem kwestię pierwszeństwa na ścieżce. Miś zrejterował, komitet powitalny zawrócił. Dość skromna owacja odbyła się już w towarzystwie elektrycznego pastucha.

Na początku trawersu na drodze Cassina.
Cima Picollissima. Dolomity 2004

Tetryk Młodszy w szpagacie z brodą
w ścianie Tofana di Rozes.
Dolomity 2004

Wakacje tetryków

Powiadają o różnych miejscach: "Zobaczyć i umrzeć". A jak to z tym bywa u tetryków?

Przywiązanie do pewnych miejsc jest zrozumiałe. Ale żeby zobaczyć ostatnie wolne kawałki Zerwy – i nie udostępnić młodym?! Toż tacy to się nawet nie zachwycą, tylko wezmą i przejdą! Wstydu by trochę...

Jakby tego było mało, zachciało się tetrykom inne góry zobaczyć. I wtryniać te swoje stetryczałe paluchy w różne piękne miejsca. I co? I jeszcze straszne rzeczy wygadywać. Że niby "te góry, przypominają góry – tylko kolorem porostów, czerwonych zresztą"! No, żenada... Taki starszy, zamiast się zachwycać, rozmyślał "a co tam w Tatrach?" (jak echo nadszedł SMS od Żony starszej: "A w Tatrach, pełno niedźwiedzi.")

Z braku drapieżników pobyt umilał tetrykom ulubiony dowcip młodszego: “najpierw zapomina się nazwiska, później twarze, potem... coś tam... zapiąć i na koniec... się zapomina".

Jednak coś tam pamiętali. Kilka lat wcześniej młodszy znalazł rysę przez całą ścianę Tofany. "Gdybym ją przeszedł – westchnął wówczas – mógłbym się przestać wspinać". A kto teraz przelazł "od strzału" siódemkowy okap na rzeczonej rysie? Nie kto inny – młodszy. Sytuacja jakby wymykała się spod kontroli...

"Czy wy musicie się wspinać po siódemkach?" – martwiła się przez telefon Żona młodsza. "Musimy – meldował starszy – bo Twój jest w życiowej formie."

Wierzchołek Tofany widział wiele. Ale takiego SMS-a, jeszcze chyba nie: "k..., ale wam zazdroszczę!" zwierzyła się pewna wielbicielka tetryków.

Wszystko jednak ma swój koniec. I wakacje, i drzemka. "To cud, że żyjemy..." mamrocze starszy. Pod Tofaną ... zostały serca, a dokumenty tożsamości... na campingu w Arco.

Starszy otrząsa się ze snu i wraca do lektury. Psalm 121 wyjaśnia wszystko.


* tetryk – człowiek posępny, zgryźliwy, dziwak

Ostatnie zmiany w witrynie: 2017-06-13
Debiut online: 2007-02-15
Copyright © Jan Hobrzański 2007–2017 •