(Tetryk Starszy)

O SZELESTACH

Z opowieści wiatru chętnie słucham tej o szelestach:

Kartki, które mam przed sobą, zapełniają rozwiane twory. Na ile rysunki te są dziełem wyobraźni nie sposób orzec. Że nie są ze snu, to prawie pewne. Są, jak się zdaje, nim samym. – Rządzi tu wiatr… Więc, podobnie drzewom pochylonym pod naporem, ręce przedstawionych tu istot, niczym gałęzie wiązów, przeczesują gładkie powietrze. – I trwa ruch. Czy ów ktoś, kto wywiódł i ożywił swą kreską namacalność kształtu tych rysunków, zgoła taki zamierzył efekt?

Uderzający rozdźwięk; kontury przedmiotów dookoła – stołu, krzesła, balkonowych drzwi – nie mają takiej mocy przekonywania. Odnosimy raczej wrażenie, że świat za oknem – ruchomy pejzaż nieba, dachy, jak i podłoga, która skrzypnęła – nie jest z innej materii, niż my sami. Nie znać tu odrębności. Wszystko znajome. Nie jesteśmy czymś innym.

Choć… może tak się nam zdaje. Kot zrzucił właśnie kwiat w doniczce, sam jednak nie uległ zmianie. Kształt jego pazurów zachował swoją ostrość. Taką samą, jak przed incydentem. A i miauknął całkiem zwyczajnie. Również parapet pozostał, jaki był. Kwiat i skorupy w opłakanym już stanie znieruchomiały na podłodze.

Spójrzmy teraz na wiatr. Właśnie jego powiew rozrzucił kartki leżące na stole. Kilka sfrunęło z szelestem na ziemię. W chwilowym ruchu, któremu uległy, w przypadkowości miejsc lądowania nie ma sprzeczności z papierowym światem. Lecz czy jest to nasz świat? Krawędzie kartek rozmyte w ruchu – na moment, jak granice kolorów tęczy – straciły swą uchwytność. Uchwytne raczej jest nasze wrażenie, że wiatr i świat istot na kartkach przenika ta sama zagadka.

Co się tu dzieje, że koń cwałujący w nieznane strony znika za rozwianą fałdą sukni tancerka wiruje narysowana w oku obserwatora tętni nieuchwytny rytm?…

– Skąd wydają się znajome te rysunki? – zastanawiałem się, kiedy jakiś czas temu zobaczyłem je po raz pierwszy. A już wówczas były to pożółkłe szpargały, pełne zamierzchłych zagadek.

I szelestów...

Ostatnie zmiany w witrynie: 2017-08-13
Debiut online: 2007-02-15
Copyright © Jan Hobrzański 2007–2017 •