(Tetryk Starszy)

22. SŁOŃCE

Słońce.
Tak ostre dzisiaj.
Światło.
Och, Vincent, jakież słoneczniki
mogą to znieść jakie głowy
pomieścić?... Światłocień,
liście i drzewa,
i park,
to nie zwodzone mosty
by sprostały takiej powodzi.

Chodzę z córką szczęśliwą
pogodną
na spacery, gdzie brodzą pawie.

Ale niebo jest za wysokie.
Nocne deszcze meteorów
nie dają wytchnienia.
I moje serce
mieszka nad przepaściami.
Jak krzyk pawia.

Może dlatego, tak śpiesznie,
Zapisuję patykiem te słowa
w osłupiałym piasku alejki.

Łazienki, 31 lipca 1992
Ostatnie zmiany w witrynie: 2017-08-13
Debiut online: 2007-02-15
Copyright © Jan Hobrzański 2007–2017 •